Dzień trzynasty przebiegł tak jak napisałem, z drobnym poślizgiem w czasie kąpieli, ponieważ musieliśmy podzielić się z harcerzami prysznicami i kąpaliśmy się w 3 zamiast w 6. Dzień wyjazdu był dniem pełnym niespodzianek. W nocy zdarzyła się przykra sprawa, otóż jeden z kolonistów dostał ataku wyrostka, został przewieziony do szpitala. Odebraliśmy go rano i wrócił z nami do Gliwic na operacje. Sprawa przykra, ja sam mam nadzieję że jest już po operacji, wszystko przebiegło sprawnie i nasz dzielny Kolonista zdrowieje.
Wstaliśmy rano, umyliśmy się, zjedliśmy śniadanie, dopakowaliśmy rzeczy i zapakowaliśmy się do autokaru, po czym wysiedliśmy i zwiedziliśmy podobozy harcerzy. Zuchy nie miały okazji zobaczyć jak wyglądają one po postawieniu bramy i płotu. To była bardzo krótka wycieczka lecz pełna emocji. Zuchy wpierw niechętnie podeszły do sprawy. Odwiedziliśmy pierwszy podobóz i wszyscy nabrali entuzjazmu. Z lekkim poślizgiem wsiedliśmy do autokaru i odjechaliśmy. Podróż bez przeszkód, 1 dłuższy przystanek(30 minut) i 3 krótsze(10-15 minut). Punkt 18 zajechaliśmy na parking pod Operetką, przywitali nas rodzice i dzwony wybijające właśnie godzinę 18 :) Poślizg czasowy, rzecz która towarzyszyła nam od pierwszego dnia, od tego pierwszego dnia poślizg zaczął być planowany. Planowany poślizg czasowy dalej był poślizgiem, ale już nas nie zaskakiwał. Podróż bez przeszkód, 1 dłuższy przystanek(30 minut) i 3 krótsze(10-15 minut). Punkt 18 zajechaliśmy na parking pod Operetką, przywitali nas rodzice i dzwony wybijające właśnie godzinę 18 :)
Co do zdjęć mam połowę przy sobie, jutro pojawią się na blogu. Druga połowa została na laptopie w Lucieniu, dotrze do nas 25, zdjęcia dołączą najpóźniej 27.
Jeśli rodzice mają pytania to pytać pytać i jeszcze raz pytać. Dołożę wszelkich starań żeby na wszystkie odpowiedzieć :)
Mama Szymona pisze: dzięki Bogu to nie był żaden wyrostek, lekka niedyspozycja jelit, Szymon ozdrowiał na drugi dzień, chyba lepsze powietrze ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za opiekę, a Szymek za wspaniałe wakacje!
Pozdr